07 lutego, 2010
Rock n' rollowa ars moriendi
Napisane w: Muzyka (0) Otagowane: alkohol, narkotyki, papierosy, rock,
"Sex, drugs & rock n' roll" – to znane hasło nie wzięło się znikąd, ani nie pojawiło się ze względu na teksty utworów niektórych artystów. Co prawda spotkałem się także z "Sex, drugs and rap" (na ścianie niedokończonego budynku w pobliżu mojego domu), niemniej jednak hasło to wciąż najlepiej opisuje tryb życia dużej części rockersów – to właśnie artyści uprawiający ten gatunek umierają młodziej, w większości z własnej winy. Zresztą nawet amerykańscy naukowcy dowiedli, że "bycie gwiazdą rocka może być szkodliwe" (albo nie).
Aby nie być gołosłownym, spróbuję przedstawić kilka bardziej znanych przypadków zdecydowanie przedwczesnych śmierci rock n' rollowców:
Jimi Hendrix
Urodzony w 1942 roku jako Johnny Allen Hendrix (następnie ojciec zmienił mu imiona na James Marshall) wirtuoz gitary. Jego twarz skojarzy większość ludzi wokół Ciebie. Był na tyle wielki, że organizatorzy oryginalnego słynnego festiwalu Woodstock postanowili poświęcić mu cały osobny dzień czterodniowej imprezy (w pozostałe 3 dni zagrało 31 artystów, w tym The Who, Janis Joplin, czy Carlos Santana).
Przez niektórych pamiętany jako leworęczna osoba, która używała odwróconego praworęcznego Fendera Stratocastera, (obecnie niektórzy kupują sobie leworęczne Fendery Stratocastery, a następnie odwracają je, by wyglądać jak lustrzany Jimi ;-)) spopularyzowała użycie efektu Wah-Wah. Słyszałem nawet, że podczas gry dociągał pojedyncze struny, kiedy nie były prawidłowo nastrojone.
W większości rankingów przedstawiany jako najlepszy gitarzysta wszech czasów, a wielu innych z czołówki tych rankingów (np. Eric Clapton, Slash, Brian May, Jimmy Page) w chociaż małej części swego dorobku czerpało z jego dzieł.
Utwory? Cóż... Pierwszy z brzegu, "Hey Joe":
18 września 1970 roku dziewczyna Jimiego znalazła go nieprzytomnego w jego pokoju hotelowym w Londynie, kiedy ten wymiotował i dusił się. Zmarł po przewiezieniu do szpitala – bezpośrednią przyczyną zgonu było zachłyśnięcie się wymiocinami i przedawkowaniem leku nasennego. Miał niecałe 28 lat...
Kurt Cobain
Nie jestem fanem Nirvany, jednak w żaden sposób nie byłbym w stanie stwierdzić, że urodzony 1967 roku Kurt nie miał żadnego wpływu na rozwój muzyczny świata. Gitarzysta, wokalista i założyciel działającego pod koniec lat '80 i na początku '90 grunge'owego zespołu Nirvana (której ostatnim perkusistą był Dave Grohl, który jest założycielem Foo Fighters). Któż nie widział (pomijając no-life'ów :)) osoby z napisem "Nirvana" na koszulce, tudzież plecaku-"kostce"? I ośmielę się wspomnieć jeszcze o jednym ich utworze...
W 1994 trafił do kliniki odwykowej, skąd uciekł po kilku dniach przeskakując nad murem. W tym samym roku popełnił samobójstwo strzelając sobie w głowę, mając w organiźmie amfetaminę w dawce trzykrotnie przekraczającą śmiertelną...
Janis Joplin
Urodzona w 1943 roku wokalistka jest drugą (i ostatnią) osobą w tym wpisie, którą, tym razem "niestety", słabo znam. Po prostu nie zdążyłem jeszcze do niej dojść w moim zainteresowaniu muzycznym, ale z tego co słyszałem przed napisaniem tego tekstu – sporo tracę. Śpiewającą karierę zaczęła w 1962 roku od występów w klubach. W 1966 roku dołączyła do zespołu Big Brother & the Holding Company, w 1969 wystąpiła na wspomnianym wcześniej festiwalu w Woodstock. Jak wspomniałem, nie znam się za bardzo na dorobku Perły, niemniej jednak pozwolę wstawić tutaj utwór, który kojarzyłem pośród przesłuchanych przeze mnie:
Jak na legendę rock n' rolla przystało, piła, brała i odwiedzała kliniki odwykowe. Miała 27 lat, kiedy urwała się jej droga – zmarła w 1970 roku z powodu zatrucia heroinowo-morfinowego.
Bon Scott
Ronald Belferd Scott urodził się w1946 w Australii, piętnaście lat później opuścił szkołę. Oprócz śpiewania, grał także na perkusji i dudach. W 1974 dołączył do zespołu założonego przez dwójkę braci – AC/DC.
Wraz z zespołem nagrał 7 albumów. Posiadał ogromne zdolności wokalne. Dodatkowo kumple z zespołu uwielbiali go za jego teksty, które potrafił ponoć pisać na poczekaniu, a mimo to były one wysokich lotów.
Najbardziej znanym chyba utworem zawierającym jego głos jest "Highway to hell", jednak pokażę Wam tutaj inną piosenkę pochodzącą z tej samej płyty z 1979 roku, "It's a long way to the top":
Rok po wydaniu wyżej wymienionej płyty zmarł w wyniku zadławienia własnymi wymiocinami mając niespełna 34 lata.
W przypadku jego zespołu ciekawostką jest fakt, że ten nadal istnieje (w 2008 roku wydali płytę, a w maju bieżącego roku zagrają koncert na lotnisku Bemowo w Warszawie). Wynika to z faktu, że po śmierci wokalisty w 1980 pozostali członkowie AC/DC załamali się i chcieli się rozwiązać, jednak ostatecznie podjęli próbę poszukiwania wokalisty, organizując przesłuchania. W ten sposób do grupy dołączył Brian Johnson i jeszcze tego samego roku została wydana płyta dedykowana zmarłemu Bonowi. Pierwszym singlem z tejże płyty, był zatytułowany tak samo jak album utwór "Back in Black":
John Bonham
Urodził się w 1948 roku. Potrzebę grania na perkusji miał tak mocno zakorzenioną w duszy, że wystukiwał rytm na czym tylko się dało, układając sobie w domu zestaw z garnków i talerzy – do czasu, kiedy w wieku 10 lat dostał werbel.
Przewinął się przez wiele przeciętnie znanych zespołów (czasem wraz z kumplem, Robertem Plantem), dopóki nie przystał na propozycję pewnego gitarzysty. Dzięki tejże, w 1968 roku dołączył do rockowego kwartetu The New Yardbirds, który wkrótce zmienił nazwę na Led Zeppelin.
Na scenie i w studio znany z ogromnych umiejętności i ogromnej siły gry na perkusji, a także ze swojej ekspresji. Ze względu na swój tryb życia przez kolegów z zespołu porównywany był do Dr. Jekylla i Mr Hyde'a: w normalnych warunkach kochający ojciec i mąż (wziął ślub w wieku bodajże 19 lat), lecz na trasach poza granicami jego ojczystej Anglii starał się zrekompensować tęsknotę za rodziną heroiną, amfetaminą i alkoholem w ogromnych ilościach. Bedąc pijanym stawał się agresywny w takim stopniu, że od pewnego momentu w hotelach wynajmowane były dla niego osobne piętra, a rachunki za zniszczone przez niego pokoje płacone z góry.
Dowodem jego wielkich zdolności są między innymi utwory "Four Sticks", w którym gra czterema pałeczkami naraz, oraz solówka z utworu "Moby Dick":
W drugiej połowie lat siedemdziesiątych Led Zeppelin zaczął staczać się z absolutnego szczytu jaki osiągnął, między innymi po dwóch przerwach w działalności (po wypadku wspomnianego wcześniej wokalisty, Roberta Planta, a następnie po śmierci jego synka). Po drugiej przerwie, w 1980 roku, po drodze na pierwszą próbę po reaktywacji, zahaczył o knajpkę, w której przyjął, o ile dobrze pamiętam, czterdzieści porcji wódki. Po dojechaniu na miejsce usiadł na kanapie, gdzie zasnął. Został przeniesiony do łóżka. Rankiem jego koledzy z zespołu, którzy próbowali go obudzić, odkryli, że John nie oddycha. 32 lata...
Z szacunku do jego wkładu dla zespołu, Led Zeppelin po śmierci swojego perkusisty zostało rozwiązane.
To byłoby na tyle, jeżeli chodzi o przedstawianie osób, których nałogi, zwyczaje i pech doprowadziły do młodej śmierci; pięć osób, których jak najbardziej dotyczy wspomniane na początku wpisu hasło, a także inne: "żył szybko, umarł młodo". Istnieje także wiele przypadków ludzi, którzy otarli się o śmierć, i prawdopodobnie jedynie brak ostatniego z trzech wspomnianych wcześniej przeze mnie czynników uchronił od niej. Tutaj jest także mnóstwo przykładów. Wystarczy wspomnieć kilka osób parających się najbliższą mi profesją, czyli gitarzystów:
- Jimmy'ego Page'a, gitarzystę-założyciela wspomnianego przed chwilą Led Zeppelin,
- Erica Claptona – pomijając narkotyki, dwukrotnie był na odwykach alkoholowych, a drugi z nich zakończył się sukcesem głównie dlatego, że Claptonowi wrócił zmysł odpowiedzialności po tragicznej śmierci jego kilkuletniego syna, który wypadł z okna wieżowca,
- Slasha (z tzw. "starego składu" Guns N' Roses), którego serce po piętnastu latach używkowych przygód zostało doprowadzone na skraj wytrzymałości; w wieku 35 lat (czyli w okolicach 2000 roku), kiedy wylądował w szpitalu, lekarz powiedział mu, że zostało mu 6 tygodni życia, niemniej jednak wszczepiono mu urządzenie, które impulsem elektrycznym przyspiesza lub zwalnia pracę jego serca – prawdopodobnie dzięki niemu Slash cały czas żyje i ma się na tyle dobrze, że w kwietniu tego roku ukazuje się jego pierwsza solowa płyta.
Mam nadzieję, że podczas pisania tego wpisu (zajęło mi to zdecydowanie więcej czasu, niż się spodziewałem), nie popełniłem zbyt dużo błędów. Jeżeli jednak, prosiłbym o wskazanie ich w komentarzach, a postaram się poprawić. Zdaję sobie sprawę, że nie są to jedyne ważne postacie w historii muzyki rockowej, niemniej jednak było to 5 pierwszych nazwisk, które wpadły mi do głowy. Jeżeli chcielibyście coś dodać, przypomnieć o kimś, proszę – napiszcie o tym.


1 | wikiyu
07 lutego 2010, 10:09:41
a wpis ciekawy i interesujący, jednak tam gdzie masz "z tego co pamiętam" i podobne, może warto się upewnić?