Free Tibet

Ponownie T.Love - Katowice

Wpis na poziomie 0., wysłany dnia 06 października 07 roku o godzinie 23:07:33 do kategorii: Opisy, .Rozrywka.

7 komentarzy | Dodaj komentarz | Trackback | Do góry

Jak zapewne nie wiecie, dnia wczorajszego udałem się, by odwiedzić Mega Club w Katowicach, gdzie swój występ miał mieć miejsce T.Love, a także Sidney Polak oraz Zjednoczenie Sound System. We wciąż trwającej euforii poimprezowej opisałem wypad. Co prawda w zamierzeniu miał być postem na forum fanklubu, ale "nieco" się wydłużył, więc postanowiłem go wrzucić tutaj. Dlatego jeżeli czegoś nie będziecie rozumieli - pytajcie w komentarzach, a zapewne odpowiem :)

Zdjęć za bardzo nie będzie, bo niestety coś z aparatem nie tak i ma problemy z focusem. Już nie mówię o tym, że to był klub, w dodatku z dobrym oświetleniem oraz zadymieniem :) A gorzkie słowa o organizacji nie są spowodowane niezłapaniem koszulki, czapeczki, czy smyczy. Startujemy :)

Ja bilet kupiłem w jednym z częstochowskich punktów TicketPro (w M1) już we wtorek ;)

Około 14:55 byłem przed dworcem, gdzie usłyszałem jak znajomy głos woła "Kangel" - to był Wujek siedzący na "ławeczce", czekaliśmy minutę na znajomego Wujka, Skalpela, ale oni jeszcze poszli do sklepu, a ja - kupić bilet na pociąg. Gdy wrócili (ja się trochę już stresowałem, bo pociąg odjeżdżał niedługo, a kolejka krótka nie była), przy okazji spotkałem znajomego, ale związanego z Wikipedią, okazało się, że jedzie tym samym pociągiem. Ale więcej się już nie widzieliśmy :)

W pociągu (bezprzedziałowe, i ku załamaniu Wujka - beztoaletowe wagony) dosiedliśmy się do Eweliny, z którą nawet w połowie drogi zaczęliśmy rozmawiać, dowiedzieliśmy się, że słucha właściwie wszystkiego, nawet T.Love, wobec tego zaprosiliśmy ją, by się tutaj odezwała. Się zobaczy... :)

Po wyjściu z pociągu skierowaliśmy się do nikąd, trafiliśmy to jakiejś restauracyjki przy ul. Stawowej (deptak chyba), gdzie po wyjściu zaczepił nas chłopak i pytał się, czy my też na T.Love (w identyfikacji zapewne pomogła mu koszulka Wujka, McModel), spytał się o której się zaczyna koncert i powiedział, jak dotrzeć do Silesii. W każdym bądź razie wyruszyliśmy spowrotem na stację, by wyjść ku świeżoprzybyłej grupce: Szamanka, Adriano i aronik. Spotkaliśmy się na mostku nad miejscem-gdzie-zatrzymywały-się-autobusy, Szamanka, gdy tylko nas zauważyła, tak się ucieszyła, że zaczęła biec w naszym kierunku :-) Miły akcent.

Jako, że aronik zna Katowice, podreptaliśmy z nim na przystanek tramwajowy oddalony o ponad 20 metrów, na którym czekaliśmy na tramwaj numer 11. Przyjechał, przejechaliśmy i wysiedliśmy niedaleko Silesii, tam bardzo ładnie skierowaliśmy się do Empiku („na rondzie w lewo”), gdzie siedział już siedmioosobowy skład T.Love (wreszcie sześciu muzyków oficjalnych oraz Tom) i cały czas rozdawał autografy, my (na miejscu byli już min. Siwy i Panczaki, potem doszło jeszcze kilka innych osób, znajomych Wujka, m. in. kierowca) staliśmy z boku, Sidney chyba musiał nieco wcześniej spadać, bo wyszedł. Siwy stwierdził, że jest ciekaw, co by było gdyby dać im do podpisania piracką płytkę :) A po wszystkim Janek podszedł i z nami porozmawiał, przekazał mi pewne zdjęcie, które ja przekazałem Justynie, która podziękowała (nieco spóźniony skromny prezencik urodzinowy :P), przeszedł obok nas Muniek, przywitał się i poszedł, ja się spytałem „Nie wiecie kto to w ogóle był?”. Po chwili Janek też poszedł, więc my wyszliśmy z Empiku i zajęliśmy dwa stoliki, ja zza pleców usłyszałem „Naziim! Nie wiesz gdzie jest Magilla?”, usłyszałem odpowiedź „Nie wiem, też go szukam!”, spojrzałem w jednym kierunku – wśród stolików manewrował Nazim. Obróciłem się, a tam krzyczący wcześniej Muniek, Janek i... ktoś jeszcze, ale zapomniałem kto, ale też ze składu ;)

Siedzieliśmy sobie, Szamanka dała nam fanklubówki: ja dostałem dwie, Wujek dostał dwie, ale zamiast się cieszyć, zaprotestował „ale ja zapłaciłem za jedną!”, a Szamanka na to „niemożliwe”. Ale Wujek zapewniał, więc jedną musiał oddać Adriano (jak to się, kurczę, odmienia?), potem żałował. Biedaczek ;-) Ja oddałem Justynie książki, które pożyczyła mi jak byłem w Warszawie, następnie udałem się do KFC po coś do jedzenia, ale ostatecznie stanąłem w kolejce wcześniej i kupiłem sobie kebaba. Mmm :) Dopiero po udanym konsumowaniu udałem się do wyżej wymienionego oddziału w celu zakupienia średniej Pepsi. Dostałem taką z lodem, który po wypiciu jeszcze został, więc Szamanka wykorzystała go do celów własnych (kto był, ten wie). Przebrałem się w fanklubówkę i wyruszyliśmy w kierunku Mega Clubu, do którego za jakieś 15 min mięli zacząć wpuszczać. Przynajmniej według informacji na biletach – no właśnie.

Otóż otworzenie drzwi się przedłużało, w dodatku zaczął padać deszcz. A że impreza była pod patronatem Antyradia, wobec tego, sporo osób przyszło tylko dlatego, że za darmo, i darli... gardło, że co to jest, czemu nie otwierają. Ale z drugiej strony w sumie też głupio, ze tak długo czekali z otwarciem drzwi – jakieś pół godziny.

Gdy już weszliśmy, ja zostawiłem plecak ze wszystkimi rzeczami w szatni, potem wchodzę na główną salę, a przy wejściu dziewczyna podaje mi... Lecha. Podchodzę do stolika, przy którym rozsiadło się już kilka osób z naszej grupki, a na stoliku, na oko, około 30 butelek tego, co przed chwilą dostałem. Łohoho ;) W każdym bądź razie prowadzący rozpoczął gadkę, ale była ona w stylu raczej nastawionym na typowe darmowe imprezy („Ja wołam T, wy wołacie Love!”). Z rozpoczęciem koncertu czekano do wejścia ostatniej osoby stojącej przed drzwiami, a gdy rozpoczęli, poczułem się dziwnie, bo była to piosenka, której w ogóle nie kojarzyłem, jakiś cover chyba. Ale potem koncert mijał dobrze, skakałem niemalże pod barierkami, oczywiście co chwilę popychany przez młyn (nie lubię :/). Kiedy wreszcie wolniejsze piosenki zostały zastąpione wolniejszymy, nieco się wycofałem i stanąłem w okolicach Siwego, potem doszedł jeszcze aronik. Janek w przerwie między piosenkami pokazał pamiętne koło, które rzucił do Justyny, ale zauważyłem tylko tyle, ze wiele rąk je pochwyciło. Po pewnym czasie poprosiłem dwóch wcześniej wymienionych kolegów, by mnie podnieśli w górę. Na rękach jeszcze nigdy nie czułem się tak niebezpiecznie :P Ludzie nie za bardzo rozumieli co mają ze mną robić, ale jednak akcentem inteligencji mnie dalej przenieśli, pod koniec drogi (żadnego swiatełka w tunelu nie było) jeszcze tylko spojrzałem się na prawo, a tam Szamanka „Oo!”, szybkie spojrzenie do przodu: no proszę, ochroniarz podszedł mnie łapać :) Szczęśliwie udało mi się wylądować na nogach, teraz jeszcze powrót do publiczności, droga przez trzech ochroniarzy. Pierwszy, ten, który mnie złapał, wskazał ręką drogę, drugi się pobłażliwie popatrzył, a trzeci podbiegł, wykręcił rękę, brutalnie poprowadził do przodu i popchnął w kierunku ludzi. Ała.

Wróciłem na miejsce, gdzie stali Siwy z aronikiem i tam przez pewien czas staliśmy i skakaliśmy, doszło potem do mojej ukochanej piosenki: Potrzebuję wczoraj. Skok, skok, skok! :) T.Love zszedł ze sceny, a prowadzący od razu rozpoczął zagrzewanie nas do wołania „tilaw, tilaw!”, co zapewne przyczyniło się do cudu, jakim było ponowne wyjście zespołu, zagranie dwóch, czy trzech piosenek (na pewno Syn miasta i ostatnie No women no cry).

Po zakończonym T.Love poczułem, że muszę się czegoś napić, przedarłem się cudem przez te tłumy, które stały w klubie, dotarłem jakoś do pseudokolejki przy ladzie, gdy wreszcie dotarłem, przymusowo poczekałem jeszcze na osoby, które jednak kolejki nie zachowały i dopiero wtedy zamówiłem coca-colę dla siebie (6 zł za pół litra...), oraz zamówienia od znajomych. I się napiłem, łiiii ;)

Potem koncert Sidneya i prawie wspaniała publiczność. Mimo wolniejszych piosenek, grupka ludzi nadal robiła młyn, jak gdyby zawiesili się na jakiejś energicznej tilawowej piosence, ale jednak nie, to nie był zwykły młyn, to był bardzo agresywny młyn. Nie chodziło już o odbijanie się od siebie, ale popychanie się nawzajem. Wujek dostał w nos, choć stał z boku, mnie nic się na całe szczęście nie stało. Ale zobaczyłem jedną osobę, która trzymała się za twarz, jak gdyby dostała albo w nos, albo w szczękę, potem ktoś ją jeszcze chwycił, ale nie wiem co do końca z nią robił. Nie wyglądało to najlepiej, więc próbowałem, bodaj wraz z Januszem, ich oddzielić, tym bardziej, że doczepiło się jeszcze kilka osób. Ostatecznie się udało, osobie, która wcześniej się trzymała za szczękę, spływała po wardze krew, w dodatku wyglądała na będącą w szoku, nie do końca czającą co się teraz dzieje. Podałem mu (temu osobnikowi) chusteczkę, co niestety później przez Wujka zostało odebrane jako jakąś zdradę, czy coś, ech...

Oczywiście po naszej interwencji młyn nie stopniał, więc ochrona, jak zwykle szybko zareagowała, i już przy bodaj szóstej, czy siódmej piosence przeszła przez barierki i odprowadziła tych rozrabiających do wyjścia – wreszcie można było się spokojnie bawić. Najbardziej inspirował mnie Siwy opierający się o barierki, mający coś-białego w uszach i wpatrzony w Sidneya ;-) Usłyszałem kilka utworów z nowej płyty, których nie znałem (nie wiem gdzie zdobyć), i było super. Szkoda tylko, że po podłodze walało się od pewnego czasu pełno szkła :(

Po koncercie Sidneya wysłałem mamie SMSa, że „już” drugi koncert się skończył (była bodajże 01:10), i było super, bo tata po mnie wyjechał :) Zjednoczenie Sound System już mnie nie ciągnęło jakoś, cała ekipa wytopniała, i musiałem sam czekać. W dodatku zgubiłem numerek do szatni i pani nie chciała mi oddać plecaka, chociaż powiedziałem, ze mogę go dokładnie opisać itd. (bo rozumiem przecież, że mogło jej chodzić o to, bym nie zabrał nie moich rzeczy). Głupio trochę, bo sobie siedziałem, było mi zimno, i jeszcze jakiś wstawiony facet się przyczepił :/

Ale ostatecznie przyjechał tata, i kilkanaście minut po czwartej leżałem już w łóżku ciekaw, jak minęła droga do Gliwic grupce moich przyjaciół :)

Ogólnie koncerty oceniam na plus, i wydaje mi się, że gdyby nie mieszanka darmowych zaproszeń i butelki darmowego alkoholu, to wszystko bardzo by mi się podobało. Ale mimo wszystko wyjazdu nie żałuję :)

Komentarze

wizard3k 06 października '07, 23:21:28

A ja też znam Szamankę! Ale ją znają wszyscy. :P

EDIT: Jednak znam inną Szamankę ;P

__goosiaa__ 06 października '07, 23:53:16

Dziękuję bardzo za fonrelacje z koncertów!!!!;))
Pisałeś to długoo, ale warto było czekać:D
Źli ochroniarze, źli!...szczególnie ten jeden.. ehh;p
Miałam tu nie pisać, no ale się nie mogłam powstrzymać, żeby tu znaku po sobie nie zostawić:P
Buziaki!:*

Wujek 08 października '07, 08:02:19

Kangel!!! jaka zdrada? mały głuptasie :P w sumie dobrze, że mu pomogłeś, ale ten kolega w szoku mało mi nosa nie połamał :D do gliwic droga minęła szybko bo całą przespaliśmy :D

Kangel 08 października '07, 23:55:49

Jak mi mówiłeś po koncertach różne rzeczy to poczułem się jak jakiś zdrajca :P

Zysia 12 października '07, 23:06:09

Kochany bejb:) dobrze mi się czytało:) Musiało być fajnie:P Mam nadzieję, że też w ten sposób opiszesz koncertos w Wawie i zlot:D

halmir 13 października '07, 13:46:09

fajnie sie czyta te Twoje opis ziomus;) moze w slady Siwego za jakis czas pojdziesz?
pozdro!

Kangel 13 października '07, 14:01:06

Hehe :D Może kiedyś, jak będę miał większe koncertowe doświadczenie… :)

Jeśli komentujesz, postaraj się, żeby Twoja wypowiedź była w miarę kulturalna i na temat. Z miłą chęcią przyjmę nawet największą krytykę, jeśli będzie ona konstruktywna oraz właśnie kulturalna.

W komentarzach możesz używać znaczników Textile, jednak bez obrazków. Inne znaczniki, jak np. HTML, nie działają i zostaną wyświetlone jako zwykły tekst. Jeśli już koniecznie musisz wpisać długi link bez użycia Textile, proszę, skracaj za pomocą tego lub tego serwisu.

Dodaj komentarz