Szkolna sobota
Wpis na poziomie 0., wysłany dnia 15 września 07 roku o godzinie 12:07:28 do kategorii: Ogólne.
Dzisiaj obudziłem się o godzinie 7:50 celem zdążenia do szkoły na 8:50. Tak, odrabiałem inny dzień: piątek, 2 listopada.
Podjeżdżam jak zwykle rowerkiem pod szkołę kilka minut przed dzwonkiem na lekcję, ale jakoś dziwnie: mało samochodów, zero ludzi zmierzających do szkoły. Ale zostawiam na chwilę rower i otwieram drzwi do szkoły. Słychać duużo głosów z piętra wyżej (parter to internat, piętro gimnazjum, II piętro – Techniczne Zakłady Naukowe), co oznacza, że lekcje jednak są ;)
Wracam po rower, schodzę do szatni, zostawiam rower, kurtkę i worek z butami (trzeba mieć buty zmienne, ale kto mówił o zmianie? ;)), podchodzę pod klasę. I hm.. jakoś mało osób. Tak. Łącznie z mojej klasy przyszło pięć osób na oczko zapisane w dzienniku. Cóż :)
Pierwsza lekcja to polski. W sali informatycznej. Nudy (nie ma jak posłuchać muzyki, Psi też nie będę ściągał). Potem normalna biologia, a potem język angielski. Też w sali informatycznej. A potem wszystkich puścili do domu ;-)
Komentarze
Mieliśmy mieć sprzątanie świata, ale ze względu na pogodę, mielibyśmy 3 lekcje z wychowawcą. Nie poszedłem ;P
My wczoraj mieliśmy :) Jedna lekcja + godzinka spacerku i do domu. Pogoda była najlepsza od kilku dni ;)
A ja idę za tydzień na jakiś film, bodaj „Katyń”.
Ja też chcę!
sobota i szkoła ??
No zamiast 2 listopada.
Ha, ja też idę na Katyń. I to będzie moje – najpewniej – ostatnie wyjście wraz z klasą, z obiecywanych na spotkaniu przedgimnazjalnym „wielu wycieczek” nie było ich specjalnie dużo.
A to już ostatnia klasa, testy, i tak dalej.