Warszaw ruleez! ;-)
Wpis na poziomie 0., wysłany dnia 09 sierpnia 07 roku o godzinie 00:24:48 do kategorii: Opisy, .Rozrywka.
Teraz mogę z dumą zaprezentować opis mojego wyjazdu do Warszawy, tego ostatniego – 27-30 lipca 2007 roku ;-)
Obudziłem się o barbarzyńskiej godzinie, o której zapewne co poniektórzy z Was idą spać – o 4:30. Taaak... Wstałem, umyłem się, zjadłem śniadanie, wziąłem plecak, zamówiłem taksówkę, która podwiozła mnie pod dworzec PKP. Usiadłem na ławce w środku czekając na mojego towarzysza podróży, Wujka, który przyszedł chwilę później. Kupiliśmy bilety i wyszliśmy na peron.
Gdy przyjechał pociąg, oczywiście pospieszny, wsiedliśmy do pierwszego wagonu, potem do drugiego przedziału (pierwszy był zajęty przez obsługę pociągu), w którym siedzieliśmy sami niemalże do samej Warszawy. E, sorry, siedzieliśmy to złe określenie - większość czasu leżeliśmy. Wujek spał, ja leżałem, chociaż kto wie, możliwe, że też trochę przespałem. No ale tego się nie czuje ;-)
Skończyliśmy podróż wraz ze składem – Warszawa Wschodnia. Wychodzimy z budynku dworca, zaraz widać pętlę autobusową, opis się zgadza. Wsiadamy w odpowiedni autobus i jedziemy, w drodze Wujek dzwoni do Szamanki, u której to miałem spędzić dwie najbliższe noce. Słyszę "aha, ok, hehe, na razie"... Głupie uczucie słyszeć czyjąś rozmowę telefoniczną, wtedy można sobie wyobrażać co mówi druga strona. Gorzej, kiedy nie widzi się osoby, która przez ten telefon rozmawia, i myśli się, że ona zagaduje to Ciebie. Na szczęście mi się to wiele razy nie zdarzyło.
Wysiedliśmy na odpowiednim przystanku, gdzie jeszcze trochę na Justynę (czyli właśnie Szamankę) czekaliśmy, bo, jak się w trakcie ów rozmowy okazało... zaskoczyliśmy ją i musiała się jeszcze zebrać. Zakładając, że dzwonkiem telefonu została obudzona, to i tak całkiem krótko na nią oczekiwaliśmy, przyszła, przywitaliśmy się, i zaczęła nas prowadzić w stronę mieszkania. Po jakichś pięciu minutach znaleźliśmy się już w środku, poznaliśmy się z jedną ze współlokatorek Szamanki – Kasią, a następnie zarówno Paweł (czyli Wujek), jak i ja zostawiliśmy swoje plecaki, ja jeszcze zjadłem kanapkę i wyszliśmy we czwórkę, najpierw do kiosku po bilety (nie było trzydniowych tam niestety, cały mój misterny plan leniwego legł w gruzach), następnie w kierunku przystanku, z którego pojechaliśmy niemalże prosto pod Trójkę (po drodze po raz pierwszy przejechałem się mostem Świętokrzyskim), gdzie o 11 miał się zacząć koncert T.Love. Właśnie w tym celu do Warszawy przyjechałem: koncert T.Love w piątek, koncert T.Love w sobotę i koncert Szwagrakolaski w niedzielę.
W ogródku byliśmy około 10:30, więc chwilę czekaliśmy na rozpoczęcie koncertu, po kolei też przychodzili członkowie zespołu. Przyszła też Kasia, którą poznaliśmy w... Wieliczce, u której Wujek miał spać w nocy z soboty na niedzielę.
Koncert się zaczął jakieś dwie minuty po jedenastej zapowiedzią Piotra Stelmacha, który zaprosił wszystkich pod scenę. Potem było kilka ciekawych momentów, a w trakcie "Gwiazdki", która była trzecią piosenką po "Ambicji" i "Outsiderze" Szamanka dostała SMSa od Siwego (jeżeli czytaliście zalinkowaną tu już wcześniej notkę o wypadzie do Wieliczki, to na pewno kojarzycie), który zaproponował byśmy krzyknęli "t-love.art.pl", a on zobaczy, czy nas słychać (koncert był transmitowany na żywo, pod koniec notki dam linka, spod którego będzie można sobie cały koncert ściągnąć). Okazało się, że nie dość, że było nas słychać, to jeszcze Muniek nie dosłyszał, spytał się grzecznie "słucham?", więc krzyknęliśmy jeszcze raz... :) "A, tak, znam... Dobra gazeta" :D Na tym koncercie również na gitarze grał Janek Pęczak, i ponownie się popisał :) A jak zaczął śpiewać swoje w "No women no cry" na sam koniec, to już po prostu się rozpływałem, inni chyba też ;-) Tuż po koncercie poznałem jeszcze Zająca i jeszcze kilka innych osób.
Dzień minął fajnie, z Wujkiem i Fibim zjedliśmy w KFC, po czym zostawiliśmy Fibiego na pastwę losu przed ogrodzeniem i weszliśmy do mieszkania, on chyba poszedł na przystanek. Czemu na pastwę losu? Przecież to Praga Północ ;-)
Przy okazji: poznałem też Misię, bardzo bardzo spoko :) Wcześniej z Szamanką odprowadziliśmy Wujka na przystanek, skąd on pojechał na dworzec, a stamtąd z kolei (dosłownie) do Sosnowca na imprezę. Ech, a ja miałem imprezę na miejscu, ale ciii.... ;-)
Następny dzień zaczął się dosyć wcześniej, ponieważ obudziły mnie głosy. Nieprzytomnie wychyliłem głowę, rozejrzałem się, zauważyłem kilka osób w kuchni i trzy osoby w sąsiednim łóżku, ale z powrotem się położyłem. Nie dlatego, że mnie bolała głowa czy coś, bez takich insynuacji proszę. Po prostu chciało mi się spać :)
Ostatecznie jednak nie mogłem zasnąć, więc zrezygnowany się ubrałem i dołączyłem do kuchennego towarzystwa. Okazało się, że kilka osób opuściło mieszkanie już w nocy, więc było trochę luzu... Potem sobie jeszcze posiedzieliśmy w cztery osoby (Szamanka, Misia, Adriano i ja) i pogadaliśmy, a na łóżku dziewczyn leżało niepompowane koło. A, właśnie! Koło!
Otóż w trakcie koncertu w Trójce, konkretnie w trakcie piosenki "Tylko miłość" Kasia przy tekście "Pragnę powrócić do siebie/Pragnę poszukać ratunku/Rzuć mi koło proszę, natychmiast/SOS wysyłam ze statku" wyskoczyła "Hej, a może by mu rzucić to koło? Hehe", wszystkim pomysł się spodobał, ale jako żart. Za to kilku osobom już się w głowie snuł szatański pomysł...
Pod Muzeum Powstania Warszawskiego byliśmy chyba punktualnie, ja z plecakiem w którym było m. in. wspomniane wyżej koło z odpowiednim napisem widocznym na zdjęciu, oraz parasolki dziewczyn (przetransportowaliśmy się komunikacją miejską w trójkę: ja z dziewczynami :) ), dodatkowo przed wejściem spotkaliśmy Siwego, który potem gdzieś zniknął (czyt. na backstage). My tymczasem przestaliśmy koncert Habakuka, w trakcie koncertu Maleo Reggae Rockers zaczęliśmy się bawić, wtedy też przybył Wujek z Kasią i... Ulą! Spotkanie po latach, a właściwie po tygodniu :)
No i rozpoczął się koncert T.Love, ja tuż przed poszedłem do ToiToia, wracając już nie znalazłem naszej grupki, więc rozpaczliwie rzuciłem się w górę. Tak! Niesiony falą rąk przeleciałem na sam przód, ale wylądowałem szczęśliwie jeszcze przed barierkami, przy okazji zauważyłem "moich" – byli tuż obok. Ale szczęście :) Okazało się, że Szamanka z Misią i Kołem także znalazły się na backstage'u, by rzucenie koła było ułatwione. No to ja po chwili jeszcze raz się cofnąłem, by ponownie polecieć niesiony falą rąk, tym razem lądowanie jednak nie było tak szczęśliwe, bo prosto na plecy i poprzedzone walnięciem głową w głowę. Ale nie było źle, skakałem do końca!
Koncert był genialny, pod koniec jeszcze zaczęło lać, ale mimo wszystko chyba to był najbardziej pozytywny (buźka Zysia, jesteś jeszcze fajniejsza na żywo niż na gg :) ) i energiczny z tych, na których byłem, a byłem już na... O cholercia... byłem na siedmiu! :-) Ponownie rewelacyjny Janek Pęczak, ba, nadrewelacyjny, nawet krzyczeliśmy "Janek! Janek!" w przerwie pomiędzy piosenkami ;)
Koło zostało rzucone, prawdopodobnie odbiło się od statywu i zatoczyło... koło tuż przy krawędzi sceny, ale szczęśliwie na niej zostało, Muniek się ładnie pokłonił, założył to koło nawet na siebie, ale potem niestety odrzucił. Justyna, zaradna dziewczyna, odnalazła "pechowca", który je złapał, i "wyprosiła" koło z powrotem. A co się z nim potem działo? Dostał je właśnie Janek! :) Przy okazji z nim trochę porozmawialiśmy, strasznie sympatyczny i, trudno tu tego słowa nie użyć, pozytywny! :)
Po koncercie powrót nocnym do mieszkania, a potem samotna wycieczka po Pradze na przystanek (około trzeciej w nocy), bo okazało się, że Wujek nie śpi jednak u Kasi, a nie miał kto po niego wyjść (dziewczyny zmęczone/mokre głowy itd. ;-) ). Ponoć zaraz po moim wyjściu przez okno było słychać jakieś okropne krzyki, i Justyna się bardzo przejęła. To mi się spodobało :P
Ostatecznie położyliśmy się spać koło piątej, gdy na dworze było jasno, a Wujek musiał rękami przytrzymywać powieki, by nie zasnąć. A wstaliśmy około 14, co oznaczało kolejny zryty pod względem chęci do życia dzień :P Tym bardziej ze świadomością, że w najbliższym czasie żadnego koncertu...
Przekąsiliśmy coś, Wujek ponownie wybył na dworzec, ale tym razem ostatecznie do domu. Biedak specjalnie dla koncertów w ciągu dwóch dni pokonał trasę torami Częstochowa – Warszawa – Sosnowiec – Warszawa – Częstochowa. Niezły hardkor ;-) Opuściła nas także Misia, która wróciła do Białegostoku, gdzie następnego dnia miała umówioną wizytę u dentystyki. Miała niestety ciągłe problemy z zębem, o których ja zapominałem i co rusz proponowałem takie rzeczy jak colę, albo jakiś baton... :P
Następnym punktem imprezy był więc koncert Szwagrakolaski w Parku Sowińskiego, do którego to także mieliśmy bezpośredni tramwaj, ale okazało się, że koncert nie był o 20, tak jak było napisane na forum, tylko o... 19 :( Zdążyliśmy niestety tylko na bisy, w tym najbardziej znane "U cioci na imieninach" rozpoczynające się tekstem "Kto was tak głaska? Szwagierkolaska!" :) Ale i tak było ciekawie, za to po koncercie poznaliśmy jeszcze Andrzeja Zeńczewskiego, kiedyś gitarzystę T.Love Alternative, teraz grającego w Daabie muzyka.
Po koncercie udaliśmy się jeszcze do knajpy wraz z Zysią i Irkiem, a potem Szamanka odprowadziła mnie do Zająca, gdzie spędziłem ostatnią noc. W poniedziałek udałem się do KFC, by zjeść... śniadanko, a potem autobusem 169 na Warszawę Wschodnią. Wydawało mi się, że coś za dobrze się układa. I faktycznie, wsiadłem do autobusu prawidłowej linii, ale... nie w tę stronę :) Na całe szczęście zauważyłem mój błąd po trzech przystankach i się przesiadłem. Potem zakupiłem bilet do Częstochowy, tam zajechałem około 16:30.
I tak by wyglądał koniec tej historii. Wyjazd do Warszawy wspominam genialnie, trzy koncerty w trzy dni, poza tym poznałem kilka(może nawet naście) osób, które dotąd znałem tylko po nickach i z jednego forum. Każda z nich była super, chociaż jedni byli tylko super, drudzy byli super super, bardzo super, a nawet ekstra super :) Bardzo dobrze też wspominam koncerty, niezapomniane przeżycia i momenty. Ech, łezka się w oku kręci ;-) Garstka linków:
- Zdjęcia z wyjazdu. Mój aparat, ale nie wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa :)
- Rzut kołem! (film)
- Cały koncert z Trójki! Jakość lepsza niż radiowa ;-)
I jeszcze zapomniałbym o jednej rzeczy: WIELKIE DZIĘKI dla Justyny! Za wszystko! :-)
Komentarze
fajna notka, masz to coś co pozwala Ci ciekawie pisać i opowiadać ;p wykorzystuj te umiejętność jak najczęściej.
To super :D
Jojek ponoć kręcąc się po youtube trafił na filmik i się zdziwił, czemu kołem rzucają w Muńka :) Teraz się wyjaśniło :)
tylko że nie umiem sobie przypomnieć jak ja tam trafiłem na ten filmik :/ btw teraz jak sie przyjrzałem to w sumie widać Cie przez moment ;p
No! To ja wrzeszczę „Szamanka! Szamanka! Justyyna!” ;-)
Powinnam zapodac moje wrazenia na gg, ale bedzie tak oficjalnej i pozostanie to na dluzej:) Wiec bardzo podoba mi sie wyzej napisany tekst. Fajnie sie czyta (szczerze nie wiem czy nie lepiej od historyjek Siwego;)) Moze dlatego, ze sama to przezylam:) Kangel fajny jestes gosc, POZYTYWNIE;) zakrecony, i bardzo inteligetny:P Swoisty siom(i Bardzo mi milo, ze na zywo serio jestem tez fajna;p)W kazdym razie, mam nadzieje ze po koncercie 1 wrzesnia (a wszyscy wiedza co to za wazna data:P) tez pare slow napiszesz i bede miala pamiatke z wypadu na koncert:) Z T.Lovowym pozdrowieniem ENERGIAAA sie zegnam:)
Kangel wypasiona notka :D
Najbardziej zajebisty fragment to ten z tym tajemniczym Irkiem od knajpy :)
Zysia, Wujek: Dzięki :)
Irass: WOW! Pozdro ;-)
to teraz ja kilka uwag. po:
1. nie obudziliscie mnie w piatek telefonem a ;przylapaliscie’ w rozsypce pijaca kawe.
2. szkoda ze nie opisales imprezy, ciekawa jestem jak to odebrales :P
3. z kolem owszem wyszlo zajebiscie ale ze je puzniej WYPROSILAM?? a to dobre hahaha :P
4. jak moglo ci sie podobac to ze sie o ciebie martwilam???? ty chamie! ale chrzest bojowy przeszedles :P
5. poznales nie tylko andrzeja zenczewskiego ale tez cudownego konia po szwagrze
6. mam nadzieje ze naleze do tej grupy ‘extra super’
7. nie masz co dziekowac, polecam sie na przyszlosc… tylko nie zapomnij o winie :P
pozdr.
Co racja to racja:P Ja tez mam nadzieje ze jestem w grupie ‘ekstra super’:P