Wieliczka witała
Wpis na poziomie 0., wysłany dnia 06 sierpnia 07 roku o godzinie 15:07:13 do kategorii: Opisy, .Rozrywka.
Jak wiecie, w dniach 21-23 lipca 2007 byłem w Wieliczce na zlocie fanklubu T.Love, który miałem opisać zaraz po powrocie z weekendowego pobytu w Stolicy. "Zaraz" to może nie jest, ale... jest :-)
21 lipca, czyli w sobotę od rana się właściwie pakowałem - tzn. nie usiadłem za bardzo do komputera. I właściwie za piętnaście 15 wyjechałem z tatą w kierunku Lisowa, gdzie miałem spotkać się z Wujkiem (tzn. nie moim wujkiem, tylko z osobą o takim nicku) i jego kolegą. Po zajechaniu, przerzuceniu plecaka i śpiwora oraz pytaniu mojego taty, którędy chcą jechać, jeśli nie przez Częstochowę, wyruszyliśmy. Niewiele dalej się zatrzymaliśmy - najpierw przy sklepie, potem na stacji benzynowej. Aż w końcu wyruszyliśmy. Ostatecznie :)
W Poczesnej wyjechaliśmy na krajową Jedynkę, którą jechaliśmy na południe aż do zjazdu na A4 w stronę Krakowa. Bziuuum ;-) Niestety z autostrady skręciliśmy za wcześnie, i plus-minus pół godziny kręciliśmy się po Krakowie, gdzie w wyniku nerwowej atmosfery nasz kierowca (w tej roli Młody vel kierowca vel Bartek, czyli kolega Wujka) skręcił w lewo, tam gdzie był zakaz. A zaraz po skręcie przekonaliśmy się, że obok nas przejeżdża samochód straży miejskiej, którego kierowca na szczęście nas tylko upomniał.
Około 19 wjechaliśmy do Wieliczki, i wtedy rozpoczęło się szukanie pola namiotowego "Na-Wierzynka", co nie okazało się trudnym zadaniem - gdybym miał podać ilość tabliczek kierujących na ów pole, podałbym ilość podobną do ilości tabliczek kierujących do kopalni soli. I to bez przesady!
Gdy wjechaliśmy na pole, stało tam kilkanaście vanów kempingowych z niepolskimi rejestracjami, ale to na prawo. Na lewo za to był rozłożony jeden namiot, a przy stoliku siedziały dwie osoby - okazali się to być "pierwsi" - lazur i Konrad. Chwilę po nas na pole doszli Siwy z iggim/dziubą, a po dłuższej chwili pojawił się Fibi. I to okazało się być końcem - całe osiem osób! Wprawdzie liczyliśmy na prawdziwość informacji od Siwego i mieliśmy nadzieje dotyczące przybycia Szamanki, jednak nic z tego. Rozmawialiśmy dosyć długo, w międzyczasie my oraz Siwy i iggi rozłożyliśmy namioty, a Fibi się męczył ze swoim, w końcu pomagały mu jeszcze trzy inne osoby. Wyszło na to, że na początku części było za dużo, pod koniec - za mało. Ale jakoś się rozłożył. Rozmowy trwały dłuugo, ale w końcu przyszła do nas pewna pani "Czy możecie już iść spać? Już i tak na za dużo wam pozwalamy. Czy wiecie, która jest godzina?" (oczywiście spokojnym głosem - nie byliśmy wcale aż tak głośno). "Tak, za piętnaście czwarta" równie spokojnym głosem odpowiedział któryś z nas, a pani sobie poszła. Ale nie jesteśmy wkurzający, więc grzecznie poszliśmy spać.
Następnego dnia zostałem zbudzony przez innych zlotowiczów, którzy hałasowali, obok mnie Wujek spał kamiennym snem. Też jeszcze próbowałem zasnąć, ale dobili mnie nachylając się nad wejściem do namiotu i tekstem "Nie spać, zwiedzać!" :-) Tak więc wstałem o wpół do dziewiątej i po pewnym czasie wyruszyliśmy w bodaj czteroosobowym składzie podbijać zakątki Wieliczki, a tak konkretniej poszukiwaliśmy sklepu, który będzie o tej porze otwarty w niedzielę... Warto wspomnieć, że wychodząc spotkaliśmy dwie dziewczyny, Kasię i Ulę, które miały być na zlocie, ale z jakichś nie-znanych-mi powodów przyjechały tutaj we własnym zakresie wraz z koleżankami i jednym kolegą. Po jakichś dwudziestu minutach drogi (już bez dziewczyn) znaleźliśmy taki jeden, gdzie każdy sobie kupił co chciał i wracaliśmy.
Po powrocie głównie sobie rozmawialiśmy, ja wziąłem prysznic, bo nie czułem się najświeżej (wiadomo, upały...). Potem jeszcze wyruszyliśmy odnaleźć miejsce, w którym o dwudziestej miał się odbyć koncert T.Love - znaleźliśmy. Scena, barierki - normalka. Ale poza tym dużo budek z kiełbaskami, Harnasiem itp... Ech, tak to bywa, kiedy się przyjeżdża na koncert będący festynem/dniami miasta etc., w tym przypadku to były Dni św. Kingi. No cóż, jeszcze raz wróciliśmy na pole kempingowe.
Potem był mój pierwszy koncert w tym roku, całkiem niezły - szczególnie Janek Pęczak, jeden z kandydatów na nowego gitarzystę., poza tym jest autorem muzyki do "Pracuj albo głoduj" i "Tylko miłość" z "I hate rock'n'roll", no i jego głos jest na samym początku tej drugiej. Mój faworyt ;-) A po koncercie była jeszcze krótka rozmowa z Muńkiem na tematy różne :-)
Po koncercie właściwie się już zbieraliśmy, ponieważ Wujek w poniedziałek na ósmą musiał iść do pracy - więc jechaliśmy w nocy. Drogi nie opowiem, bo właściwie całą przespałem. Wiem tyle, że w tą stronę nie było problemów z Krakowem, bo go w całości ominęliśmy, poza tym podwieźli mnie pod sam dom - mieszkam przy ulicy którą się jedzie z centrum m. in. właśnie do Lisowa, więc mieli po drodze. Co ich skusiło, żeby w tę stronę jechać przez Częstochowę? Nie wiem, prawdopodobnie... McDonald's :)
Wyjazd zaliczam do udanych, wszyscy zlotowicze byli fajnymi kolesiami, a i wspomnienia z koncertu były dobre. I co ważne: to był mój pierwszy pobyt pod namiotem!
Zdjęć nie zrobiłem za wiele, za to są jeszcze te od innych. No i są jeszcze filmy, dwa moje: Ajrisz i zbliżenie na Janka Pęczaka, oraz jeden Fibiego, konkretnie ten z Softkariery.
Komentarze
Hej hej hej!;-)
Ciii ciiii…i już jest:) Cóż mogę więcej napisać....cieszę się, że się dobrze bawiliście!!!;-) Miałam też tam być, ale cóż...może innym razem sobie odbijemy..:>:) Jak na razie Złote koncerty mam w perspektywie, ale T.Love może też w mieście na „L”;P…no i kostkę otrzymam i ‘przy okazji’ z Tobą się spotkam:)..OK…bez ‘przy okazji’...bo…bo to takie głupie jest, o!:P
Pozdrówki!;*
Pozdro dla Siwego i dziuby :D
Znasz ich?
nie ma to jak gej-party ;P
:/