Free Tibet

Po powrocie

Wpis na poziomie 0., wysłany dnia 12 lutego 07 roku o godzinie 16:35:59 do kategorii: Ja, .Rozrywka.

6 komentarzy | Dodaj komentarz | Trackback | Do góry

Ja na tle mapki Valfréjus w dniu wyjazdu

Wczoraj koło 11:30 przybyłem do Bełchatowa po prawie dwudziestu czterech godzinach podróży z wioski Valfréjus (mapka tras), znajdującej się w francuskich Alpach, gdzie mieszkałem przez mniej-więcej tydzień. A mieszkałem konkretnie w tym budynku (pośrodku widoczku).


Pierwszego dnia, czyli drugiego lutego, nic ciekawego się nie wydarzyło, bo co? Około dwudziestej rodzice zawieźli mnie i przyjaciela mojego brata, Raffka (studiuje informatykę we Wrocku), do Bełchatowa. A konkretnie do McDonald'sa na drodze do Wrocławia (DK8). Po pewnym czasie przyjechał autokar, niemalże pełny, jadący spod SGH w Warszawie. Jak się okazało, miejsca dla naszej dwójki zarezerwowane były na samym tyle autokaru, razem z organizatorem wyjazdu, oraz bratem Michałem i jego dziewczyną, Anią. Wtedy się ucieszyłem, teraz stwierdzam, że (szczególnie siedząc pośrodku) bardzo trudno jest zasnąć. Nie ma to jak spać 15 minut ;)

Przód samochodu Electronic Arts Ciężarówka z Polski na stacji w Niemczech posiadająca rejestrację D4 PRP97, kojarzącą się z D4rkym ;)

Drugi dzień to również podróż. Około północy byliśmy w stolicy Dolnego Śląska, pomiędzy drugą a trzecią przekroczyliśmy granicę polsko-niemiecką, prawdopodobnie w okolicach Zgorzelca. W Niemczech po przekroczeniu granicy przejechaliśmy przez długi tunel i zaraz po wyjechaniu z niego spotkaliśmy sporą farmę wiatrową (bo pojedyncze wiatraki to na Niemczech, jak zauważyłem, normalna rzecz). I wtedy sobie zażartowałem, że Niemcy chcą zakompleksić Polaków zaraz po przejściu granicy :) Mijaliśmy również duży budynek z logiem BBS - jeśli ktoś grał w NfS Underground, Underground 2, Most Wanted lub Carbon, to skojarzy :) Z ciekawszych rzeczy były jeszcze dwie (ew. trzy, zależy jak to liczyć) - postój na pewnej stacji, gdzie nie dość, że spotkaliśmy samochód EA, to jeszcze zobaczyłem ciekawą polską rejestrację - od razu skojarzyła mi się z pewną osobą ;) A ta trzecia rzecz? Podczas przejazdu przez kraj Mercami, Beemkami i Porschakami jeżdżący NIGDZIE nie spotkałem żadnego Porsche 911 i zaledwie "tylko" trzy Cayenne...

Ja, a w tle jakiś samolot - postój w Szwajcarii Train à Grande Vitesse na stacji w Fourneaux lub Freney

Potem Francja, gdzie niemile zaskoczyły mnie widoki, które wcale na kraj występujący w powiedzonku ze słowem "elegancja" nie pasują... następnie Szwajcaria (gdzie przejeżdżałem przez Genewę, to jest warte odnotowania) i znów Francja - do samego końca był duży stres, ponieważ było mało śniegu. Ale za to widoczki się poprawiły i dwukrotnie widziałem TGV ;) Na miejsce przybyłem około godziny 21, wymęczony, ale szczęśliwy, że wreszcie podróż się skończyła.

Trzeci dzień to było szus szus na miejscu - niestety było w niektórych miejscach odrobinkę za mało śniegu i w efekcie pod koniec najfajniejszego stoku były kamienie. No i zaskoczyłem się niemile jeszcze ze względu na ceny w barach na stoku: herbata kosztowała €2, a puszka Coca-Coli/Sprite/Fanty - €2,50. Już wolę nie wspominać o innych, większych rzeczach. A zresztą... des frites avec de sausisson, czyli frytki z parówką, kosztowały €9. Boli, oj boliii... Trzeci dzień to były również odwiedziny w miejscowym markecie, gdzie ceny były o wiele niższe - za półtoralitrową Coke Vanilla zapłaciłem około €1,40. Ale za to wydarzyło się to, co przeczytałem dopiero niedawno, a co Modrzew napisał w dniu mojego wyjazdu - tu z angielskim trudno. Jeden chłopak pytał się sprzedawczyni po angielsku czy jest tu gdzieś otwarty serwis narciarski, a ona przez kilka minut nie rozumiała o co chodzi, dopiero po pewnym czasie, gdy zauważyła, że koleś nie da spokoju, dopóki nie dostanie odpowiedzi, odpowiedziała "No, it's too late"... To jest ich narcyzowy patriotyzm...

Rozbita awionetka w Trzech Dolinach

Czwartego dnia jazda w Trzech Dolinach, a konkretnie w Val Thorens. Niestety warunki były kiepskawe: było mroźno, wiało, padał śnieg i dodatkowo jeździliśmy w chmurze, więc było ciemno. Tragedia. Cenowa też. Kiedy zrobiliśmy sobie przerwę, wchodzimy do baru, a tam widzę w menu "Biére €10,40"... Nie wiem, czy to jakieś specjalne, czy coś, ale wiem za to, że narzekania, że w Warszawie piwo jest aż za 8 złotych, są bezpodstawne ;) Wtedy też zapłaciłem ~42 zł za dwa kubki czekolady ze śmietaną i kawałek ciasta...

Potem kilka dni jazdy w "Walfheźi" - najfajnieszy stok robił się z dnia na dzień co raz to bardziej kamienisty, aż w końcu zaczął sypać śnieg. Zaczął bardzo sypać. I wtedy Francuzi uznali, że można włączyć armatki...

Widok ze szczytu najwyżej położonego stoku na tej górze

Ostatniego dnia jezdnego byliśmy w La Normie, miejscowości znajdującej się bliżej niż już nawet bliska L'Orelle (z której pojechaliśmy tzw. telécabine do doliny Val Thorens). To się nazywają warunki! Stoki ładnie ośnieżone, wszystko pięknie przeratrakowane, dobrze działające wyciągi, zero chmur, świecące wysoko słońce... Tam rozanieleni przejeździliśmy prawie wszystkie trasy, ale najbardziej nam się podobało zjeżdżanie najwyżej położoną trasą, która dodatkowo była czarna. Cud, miód i orzeszki ;)

10 i 11 lutego to powrót - trasa była taka sama, czas też mniej-więcej ten sam. W Szwajcarii Raffek był tak głodny, że kupił kawałek pizzy za 10 franków szwajcarskich (!). Na całe szczęście pizza była dobra ;) No i w tą stronę spałem około trzech godzin, więc nie było źle, nie było... no i obejrzeliśmy "Leona", "11:14" i "Jak ugryźć dziesięć milionów". A przez cały wyjazd obejrzałem w ogóle więcej filmów niż w ciągu... ostatniego roku? Oprócz wyżej wymienionych były to m. in. "Krwawy Diament", "Eurotrip", "Infiltracja", "Sahara". No i około dziesięciu odcinków drugiej serii Friendsów ;)

Wyjazd mimo uwielbiających się Francuzów, wysokich cen i strasznie porysowanych nart oceniam bardzo pozytywnie, a to ze względu na duże możliwości wyboru tras, no i towarzystwo :) Więcej zdjęć można znaleźć tutaj.

Komentarze

Roman 12 lutego '07, 16:50:45

A jak ci się żyło ze studentami? :P

Kangel 12 lutego '07, 17:15:09

Pisałem – towarzystwo było fajne. Codziennie imprezowali, ale ja nie ;) No i lepiej mi się gadało z nimi, niż gdybym na takim wyjeździe był, dajmy na to, z moimi rówieśnikami ;)

Modrzew 12 lutego '07, 19:44:50

O MATKO, DŁUGA NOTKA!!!!!!!!!!111111111111111111111

Oooo, Eurotripa oglądałeś... :P Klik i klik.
Nie no, fajnie, ale jechać 1800 km żeby sobie poszusować to chyba lekka przesada, nie sądzisz? :>

Kangel 12 lutego '07, 20:05:25

Modrzew: Wiedziałem, że to napiszesz :P

Od teraz uważam, że te 1800 km to nie przesada. Nic ci nie zastąpi tej różnorodności i widoków ;)

Kangel 12 lutego '07, 20:05:43

I piwa za €10,40 ;)

Gracjan 15 lutego '07, 12:36:00

Długa nota ale ciekawa :) Fajne foty…...

Jeśli komentujesz, postaraj się, żeby Twoja wypowiedź była w miarę kulturalna i na temat. Z miłą chęcią przyjmę nawet największą krytykę, jeśli będzie ona konstruktywna oraz właśnie kulturalna.

W komentarzach możesz używać znaczników Textile, jednak bez obrazków. Inne znaczniki, jak np. HTML, nie działają i zostaną wyświetlone jako zwykły tekst. Jeśli już koniecznie musisz wpisać długi link bez użycia Textile, proszę, skracaj za pomocą tego lub tego serwisu.

Dodaj komentarz