Rowerowe wpadki
Wpis na poziomie 0., wysłany dnia 29 listopada 06 roku o godzinie 22:06:22 do kategorii: Ja.
Jako sumienny uczeń w poniedziałek rano byłem w drodze do szkoły, oczywiście, jak niemalże codziennie, na rowerze. Jednak skręcając w bramę zauważyłem, że się nie wyrobię, a że w rowerze mamy są zamienione hamulce (z prawej przedni, z lewej tylni), ścisnąłem ten prawy. Ta.. wycieczki nad kierownicą są ciekawe, jednak nie polecam ;) Od kilku dni mam rozwalone i podpuchnięte lewe kolano. Grunt, że nie stało mi się nic w głowę. Co? Czemu tak cierpię? Jadąc do szkoły miałem na sobie plecak, a w nim książki, zeszyty, piórnik, narzędzia do geometrii, strój na wychowanie fizyczne i BUTY zmienne...
A dzisiaj, tak z 15 min po napisaniu poprzedniej notki wyjechałem po bilety na jutrzejsze pociągi. Na dworzec mam z górki, więc kolana nie nadwyrężałem... co prawda musiałem odrobinkę popedałować, ale co tam ;) Wracając, tuż przy domu, walnąłem 'od góry' pedałem w krawężnik, więc pedał się rozwalił. No cóż, moja mama długo na tym rowerze nie jeździła, więc ja to zużycie muszę nadrobić ;P